Ważne, ważniejsze, najważniejsze

Środek tygodnia, środa, dzień jak codzień można by powiedzieć. Starszak odprowadzony do szkoły, codzienne obowiązki w domu, a następnie umówiona od kilku miesięcy wizyta. Będąc dziś z synem w Centrum Zdrowia Dziecka na kontroli, zapadła mi w pamięć jedna rzecz, która dosłownie w sekundę sprawiła, że stałam jak wryta.

Jechaliśmy windą, a razem z nami na oko 7 letnia dziewczynka z rodzicami. Była blada, nie miała włosów, miała zawiązaną chustkę na głowie, a piętro na które jechali oznaczało tylko jedno „oddział onkologii „. Przez ułamek sekundy patrzyłam na nią i te kilka chwil wystarczyło, abym w środku rozpadła się na kawałki. Nasze spojrzenia się spotkały.. Jej oczy. Zobaczyłam w nich smutek, żal, a jednocześnie spokój, tak jakby wiedziała i była pogodzona z tym co ją czeka. Dobrze zdawała sobie sprawę co oznacza powrót do szpitala. Usłyszałam tylko słowa jej mamy do pielęgniarki, że płytki krwi spadły i wracają.

Chwilę później kiedy wysiadłam przytuliłam mimowolnie mojego synka mocniej, czulej… Jeszcze przed chwilą wyrywał mi się z rąk próbując naciskać przyciski i pewnie znów zareagowałabym zbyt nerwowo. Ale te kilka chwil które spędziłam w windzie, a trwały one maksymalnie dwie minuty tak mną poruszyły, że nie byłam w stanie myśleć o niczym innym…Próbowałam wyobrazić sobie co czuje jej mama. Co ja zrobiłabym na jej miejscu. Czy potrafiłabym udźwignąć taki ciężar? Jej rodzice emanowali spokojem. Widać było ich zmęczenie, ale wiedzieli, że muszą być dzielni dla niej.

Reszta dnia minęła mi niezwykle spokojnie. Nie potrafiłam ‚gniewać’ się na moje dzieci, kiedy to po raz kolejny nie słuchały co do nich mówię. Po prostu nie mogłam. Gdyby był to inny dzień pewnie pomarudziłabym jak zwykle dlaczego nie robią tego czy tamtego. Ale jakie to ma znaczenie? Tak naprawdę w jakim stopniu jest to teraz istotne? Co jest dla mnie ważne, a co naważniejsze ? Kobieto trzy słowa…masz zdrowe dzieci. Tylko albo aż tyle. 3 słowa, które powinny być w Twojej głowie zawsze, gdy masz gorszy dzień. Banalne..wszyscy niby wiedzą, że zdrowie jest najważniejsze. Ale gdy przychodzi co do czego to znajdujemy trylion innych powodów jak to jest nam w życiu źle i jakich to problemów nie mamy. Serio, zastanówmy się następnym razem zanim zaczniemy narzekać. Moje myśli dziś krążą wokół jednego i pewna jestem, że zostaną w mojej głowie na bardzo długi czas.

Zbyt dużo narzekania w nas, a przecież jesteśmy tu tylko na chwilę…

Reklamy

To nasza przeszłość nadaje kształt naszej przyszłości

Hej! Nie zatrzymuj się! Masz do przejścia całe życie.
Dobrze zróbmy tak…możesz na chwilę przysiąść i opowiedzieć mi swoją historię.

Cofnijmy się o kilkanaście lat wstecz. Pamiętasz jak byłeś dzieckiem, bawiłeś się na świeżym powietrzu, budowaleś zamki z piasku, łapałeś motyle, wygłupiałeś się z kolegami, skakałeś po kałużach, a babcia zawsze robiła Ci gorące kakao i opowiadała bajki na dobranoc ? Pierwszy powód do szczęścia, jeśli mogłeś doświadczyć beztroskiego dzieciństwa. W całym tym pięknie naiwnego życia nie było żadnej filozofii. To po prostu przywilej bycia dzieckiem, cieszenia się z drobnych rzeczy i życia chwilą.
Pamiętasz pierwsze lata w szkole, pierwsze miłostki, nowe znajomości, czas pełen obowiązków i jednocześnie tylu cudownie wolnych chwil ? Wydaje się jakby to było wczoraj. Śpieszyło Ci się do dorosłości, przecież sam chciałeś.
Wiesz co chcę Ci przekazać ? Wszystko co masz teraz, to Twoje marzenia, które chciałeś spełnić. Nareszcie urosłeś i jesteś taki jak swój tata. W końcu możesz ubrać buty na obcasie od mamy i nie potykasz się już, bo nie są o 10 numerów za duże. Możesz jeździć swoim własnym samochodem. Nie musisz pytać o pozwolenie żeby pomalować usta i obejrzeć film po dobranocce. Jesteś dorosły tak jak chciałeś. Możesz decydować sam o sobie, dokonywać własnych wyborów, w końcu zrobić to co tak bardzo ograniczało Cię jeszcze te kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat wstecz.
Hej dlaczego posmutniałeś ? Przecież miało być tak pięknie. Czy nie tego zawsze pragnąłeś ?
Dlaczego ktoś nie może podjąć za mnie tej ważnej decyzji? Czemu nikt nie zrobił mi śniadania, nie pocałował w czoło na dzień dobry i nie powiedział, że mam się ubierać bo za chwilę wychodzimy. Gdzie się podział mój cały wolny czas, który mogłam spożytkować na te wszystkie moje błaho-ważne rzeczy.
Powiem Ci – jeśli jeszcze tego nie wiesz lub często o tym zapominasz. Masz w sobie to wewnętrzne dziecko. Ono nie dorosło i nadal ma nadzieję , że jego wszystkie pragnienia się spełnią. Jest już wprawdzie samodzielne i odpowiedzialne za swoje życie, ale nadal wierzy, że nic go nie ogranicza. Jeśli ono wierzy to i Ty powinieneś, końcu to Ty sam podejmujesz decyzje. To co ? Sprawisz radość temu małemu dziecku ?
A teraz możesz iść dalej. Tylko pamiętaj patrz przed siebie. Nie zatrzymuję Cię już, wiem, że długa droga przed Tobą…

M.

FB_IMG_1522097854137-1-01-01.jpg

O BLW w praktyce

Każda mama będąc w ciąży zaczyna myśleć o zmianie nawyków żywieniowych, chce bowiem dostarczyć swojemu maluchowi w brzuszku wszystkiego co najlepsze. Jak to później wygląda dobrze wiemy, tu ciasteczko, a tu śledzik, chlebek z pomidorkiem i yyy nutellą? Tak…fantazja kobiety w ciąży nie zna granic prawda ? Ale wróćmy do tematu.
Kiedy już pojawia się na świecie ten piękny, różowiutki bobas robimy wszystko by karmić piersią, bo to przecież najzdrowsze dla małego człowieka. Jak to szybko rzeczywistość weryfikuje nie każda mama może sobie pozwolić na karmienie naturalne z wielu powodów.

Mijają kolejne miesiące nasz słodki maluch jest już na tym etapie, że możemy zacząć podawać mu pierwsze łyżeczki nowych pokarmów. W między czasie jak dziecko rosło zaczynamy czytać co, jak i kiedy zacząć podawać. Między tymi wszystkimi lekturami i publikacjami natrafiamy na pojęcie BLW. Co to takiego – myśli sobie mama ? Hmm jak się okazuje metoda BLW w teorii (teorii- to dosyć kluczowe) to wprowadzanie pokarmów stałych w diecie dziecka. Chodzi o to, że niemowlak zamiast zmiksowanych papek i bez potrzeby używania łyżeczki dostaje do rączki różnorodne pokarmy stałe, np. kawałki warzyw czy owoców. Bobas lubi wybór, tak po polsku nazywa się ten sposób, ma na celu uruchomienie między innymi wszystkich zmysłów dziecka poprzez możliwość dotykania, obserwowania czy smakowania samodzielnie wybranych smakołyków. Nie należy z góry nastawiać się na to, że dziecko zje cały posiłek, ma to raczej charakter zabawy i odkrywania przez małego człowieka. Stopniowo przyzwyczaja do korzystanie ze sztućców. Fajnie jeśli maluch jest chętny i ciekawy nowych smaków, chce próbować i sprawia mu to nieskrywaną radość.  Zalecane jest wprowadzenie tej metody dopiero wówczas, gdy bobas już siedzi samodzielnie.

Jak to wygląda w praktyce drogie mamy? Taa…dajesz maluchowi wszystko co najlepsze kawałek bananka, jabłuszka, marcheweczkę, mięsko i co tam jeszcze dusza zapragnie i co ? Mamo spójrz jak jedzonko pięknie wygląda na podłodze! Zobacz mamusiu – jak rzucę w ciebie kawałkiem ziemniaczka to jest to strasznie śmieszne, prawda ? O albo jeszcze : Wiesz co mamusiu..w sumie to ja nie chcę tego jeść jak wypluje 10 kawałek z rzędu to chociaż ty będziesz miała co zjeść. Jeśli Wasze dzieci należą do tej grupy bobasów – szyderców to możemy sobie przybić piątkę.

Kiedy mój starszy syn był mały, nie słyszałam słowa o czymś takim jak BLW. Wtedy zdałam się też w dużej mierze na opinię innych osób, także przyznaję, że nie przykładałam zbyt dużej wagi do żywienia mojego malucha. Byłam młodą, niedoświadczoną mamą i moja świadomość co powinno i kiedy jeść moje dziecko była słaba mówiąc wprost. Kiedy rok temu zaczęłam przygodę z żywieniem młodszego syna miałam już dużo większą wiedzę i świadomość co do tego jak powinno wyglądać odżywianie mojego dziecka kiedy już zacznie jeść co innego niż tylko mleko. Ahh jaka ja byłam wtedy mądra. Metodę BLW miałam w małym palcu, w głowie rozpiskę potraw i bardzo duże chęci, aby tym razem tego nie spaprać. Jakież było moje zdziwienie kiedy to mój cudowny syn stwierdził, że on nie będzie jadł tych smakowitych kąsków przygotowanych przeze mnie. Przyznam, że trochę mnie to zdziwiło, bo przecież miało być tak pięknie. Nie podałam się jednak i codziennie próbowałam od nowa. Niestety wszystko co przygotowałam lądowało prędzej czy później na podłodze. W końcu musiałam pogodzić się z tym, że to po prostu nie ma sensu. Młodszy syn jest niejadkiem. Do tego skrócone wędzidełko, które też robi swoje się do tego przyczyniło. Jak na swoje 15 miesięcy jego menu nie jest tak różnorodne jak powinno być. Podchodzę jednak do tego z pewnym dystansem, ponieważ wiem, że dziecko do pewnego etapu po prostu mogą jeść mniej. Jeśli dziecko jest zdrowe, ma energię, przybiera na wadze to nie widzę powodu do obaw. Oczywiście wolałabym, żeby zajadał ze smakiem wszystko co mu przyrządzam, ale myślę, że i na to przyjdzie pora. Taką mam nadzieję. Dodam tu jeszcze, że mój starszy syn pomimo mojego braku wiedzy w tamtym czasie i braku jakiegokolwiek pojęcia o racjonalnym odżywianiu jadł wszystko bez wyjątku. Dopiero w przedszkolu zaczęły się wymówki i nagle wszystko było be, ale to temat na odrębny wpis.

Czego nauczyła mnie metoda BLW ? Przede wszystkim tego, że nie należy robić niczego na siłę. Wiem również, że każde dziecko jest inne i w swoim tempie przyswaja nowe umiejętności. Nie jest to obowiązkowy sposób na karmienie swojego malucha, uważam , że każdy rodzic powinien zdać się tu na swoją intuicję i przede wszystkim obserwować swoje dziecko. Na jednego zadziała od razu – inny będzie potrzebował czasu. A jeszcze inny bobas nie będzie chciał i też będzie okej. Nic na siłę, słuchamy siebie, a nie opinii. To my znamy nasze dziecko najlepiej i wiemy co będzie dla niego dobre. A kawałeczki jabłuszka? Pozostawię póki co do szarlotki – którą swoją drogą wszyscy w domu zjadają 😉

Ściskam…M.

Bądź moją walentynką…codziennie

Święto zakochanych tuż, tuż…z tej okazji naszło mnie na refleksje na temat…miłości, a jakby inaczej. Myślę sobie, że nawet gdyby ktoś chciał zapomnieć o tym dniu to nie ma na to najmniejszych szans. Miłosne dekoracje i gadżety zdecydowanie zawładnęły sklepowymi półkami, telewizją i internetem. Oprócz czerwonych serduszek są jeszcze czerwone czekoladki (oczywiście w kształcie serca), misiaki i inne pluszaki, a nawet dział z bielizną. Nie zapominajmy o czerwonym winie, bo skoro już chcemy uczcić walentynki jak należy to zrobić jak należy. Komercyjne święto ? Być może. Ale kto nie ucieszyłby się ze słodkiego miśka z napisem „I love you” ?.

Osobiście nie mam nic przeciwko walentynkom, bowiem od wielu lat mam z kim je świętować, myślę że każdy sposób, aby wyrazić swoje uczucia jest dobry dlatego lubię ten dzień uczcić na nasz własny sposób. Oczywiście uważam, że miłość i zainteresowanie należy okazywać sobie codziennie nie tylko od wielkiego święta. Jeśli mamy obok siebie partnera, który nie musi mieć szczególnej okazji, by pokazać, że mu zależy i od czasu do czasu przyniesie nam kwiaty bez okazji możemy uważać się za szczęściary. I kto powiedział, że kobiety nie można uszczęśliwić ?

Moim zdaniem miłość można wyrazić na wiele sposobów i nie muszą to być od razu jakieś wielkie rzeczy. To właśnie drobne, codzienne gesty sprawiają, że czujemy się kochane i doceniane. Wbrew pozorom kobieta nie potrzebuje fajerwerków każdego dnia, wystarczy jej ciepła herbata zrobiona przez ukochanego kiedy wraca do domu –  będzie wiedziała wtedy ,że o nią dbasz, pocałunek na dzień dobry – by poczuła namiastkę tej miłości, powiedzenie jej, że ładnie dzisiaj wygląda – aby wiedziała, że, dalej jest dla niego atrakcyjna, chwila rozmowy i zainteresowania, np. poprzez zapytanie „kochanie jak Ci minął dzień? ” Oczywiście szczytem marzeń byłoby gdyby taki mężczyzna przyszedł i powiedział „kochanie masz tu moją kartę kredytową, pójdź sobie na zakupy i do kosmetyczki a ja się zajmę dziećmi „.  Ee tam tak naprawdę to tylko żarty i wcale o tym nie marzymy…a może jednak ? 😉

A tak na poważnie…po czym poznać, że nam na kimś zależy i my również nie jesteśmy dla tego kogoś obojętni? Znacie te obrazki…małżonkowie z długoletnim stażem, mijający się wiecznie w domu, on wracający późno z pracy spędzający popołudnie z gazetą przed telewizorem, ona wiecznie zajęta dziećmi, domowymi obowiązkami , zaganiana i zestresowana. Założę się, że duża część z Was ma w głowie taki obrazek z dzieciństwa. Czy w takim związku istnieje jeszcze miłość ? A może to jedynie przywiązanie i pewnego rodzaju wygoda, bo przecież mam już wszystko i nie muszę się zbytnio starać. Nie wyobrażam sobie takiego scenariusza u mnie w domu. A gdyby taki miał miejsce…pewnie chciałabym uciec od tego jak najdalej.

No bo to co za życie ‚obok siebie’? Niby razem, a jednak osobno… Myślę, że decydując się na życie z kimś musimy nieustanie się starać, by umacniać naszą więź i miłość tak, aby nigdy nie poczuć się samotnie będąc razem. Związek to praca na pełen etat. Umowa zawierana przez obie strony, bez okresu wypowiedzenia. Kochamy się nie tylko od święta – to jedna z wartości, która kieruję się w życiu. Dbajmy o siebie i nasze relacje. Kiedy w związku pojawiają się dzieci bardzo dużo się zmienia. Czas zostaje podzielony na większą liczbę osób, ale doba wciąż ma tylko 24 godziny. To trudny okres dla małżeństwa, ale też duży sprawdzian dla ich miłości. Czy są w stanie się nią podzielić? To już zależy od danego człowieka..jego chęci. Nie można zmusić nikogo do miłości. Czasem lepiej odpuścić dla wspólnego dobra. Na siłę nie da się zbudować solidnych fundamentów. A jedynie przez codzienną, rzetelną pracę z obu stron.

Spójrzmy na to tak..kiedy dziecko buduje wieżę z klocków i ona runie…czy próbuje ją naprawić czy odpuszcza i idzie w inną stronę? Zależy to tylko od jego chęci. Tak samo jest ze związkiem dwojga ludzi. Możemy albo odbudować coś na nowo albo puścić to wolno. Zawsze mamy wybór. Nie zawsze jest on łatwy, ale warto kierować się sercem. Rozsądek nie zawsze jest dobrym doradcą, zwłaszcza jeśli chodzi o uczucia. Takie jest moje zdanie i ktoś może się z tym nie zgadzać. Najważniejsze to żyć w zgodzie z samym sobą. To nam da szczęście, którego każdemu życzę 🙂

Walentynkowo… M.

picsart_02-12-03-55-45-01-122333-e1518448464741.jpg

PicsArt_02-12-12.49.40-01

Mistrz krytyki

Niektóre wydarzenia skłaniają mnie do głębszych przemyśleń i wtedy słowa same się piszą i nie muszę się zastanawiać zbytnio jak to ująć.

Na każdym kroku spotykamy się z krytyką ze strony innych ludzi. Przeważnie są to Ci, którzy nas nie znają, nic o nas nie wiedzą, ale mają na nasz temat najwięcej do powiedzenia. Tylko czy można coś z tym zrobić ? Pewnie, można się nie przejmować i mieć to w przysłowiowych czterech literach, natomiast nie o to w tym wszystkim chodzi.

Skąd bierze się taka nadmierna pewność siebie, żeby uważać się za króla wszechświata, takiego, który to wszystko wie najlepiej. Myślę, że jeśli nie mamy o czymś pojęcia i nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć to nie oceniajmy… Niestety nasze społeczeństwo jest bardzo krytyczne. Najczęściej i najwięcej do powiedzenia mają ludzie, którzy nigdy w życiu na coś podobnego by się nie odważyli… Przykre to… szkoda, że w ludziach jest tyle złych emocji, a tak mało zrozumienia i empatii. Świat niby ciągle idzie do przodu, rozwija się tyle, że ludzie się nie zmieniają. Zbyt dużo nienawiści, każdy wie lepiej i myśli, że jest ekspertem we wszystkich dziedzinach. Gdyby tak, każdy mógł stanąć twarzą w twarz ze sobą to co by miał do powiedzenia ? Czy potrafilibyśmy powiedzieć sobie to wszystko co jesteśmy w stanie od tak powiedzieć komuś innemu? Pewnie nie. Bo to innych łatwiej ocenić. Przydałoby się więcej samokrytyki, a być może wtedy mniej raniłoby się drugiego człowieka. Być może da to komuś do myślenia, nie wiem.. Ja od zawsze żyję tak, aby traktować innych tak jak sama chciałabym być traktowana. Nawet jeśli to naiwne, to wierzę, że karma do nas wraca. Nie uważam siebie za nieomylną. Popełniam masę błędów, ale wiem, że tylko w taki sposób jestem w stanie wyciągnąć wnioski i następnym razem postąpić inaczej.

Mniej krytyki, więcej zrozumienia. Niby proste, a jednocześnie takie trudne…

Do następnego… M

Zaprosiłam go do domu – minimalizm

„Staraj się żyć wyłącznie z tym, co niezbędne, a radość czerp z działania, spędzania czasu z ludźmi, tworzenia, a nie posiadania i kupowania dóbr materialnych”

Zawsze byłam osobą, która szybko przywiązuje się do ludzi i do przedmiotów. Lubiłam zbierać wszystko co ma dla mnie wartość sentymentalną, np. listy miłosne, pierwsze ubranka moich dzieci, pudełeczka po prezentach, a nawet ozdobne karteczki i metki, które podobają mi się wizualnie. O zgrozo, ile ja tego nagromadziłam!Ostatnio zauważyłam, że ilość rzeczy którą posiadam zaczęła mnie przytłaczać. Tak sobie pomyślałam – te przedmioty w pewnym stopniu mają nade mną kontrolę. Nie lubię być kontrolowana, nigdy nie byłam i nie zamierzam być. Postanowiłam coś z tym zrobić, by poczuć się lepiej i oczyścić przestrzeń wokół siebie.

 
Już od jakiegoś czasu zaczęłam zgłębiać pojęcie minimalizmu, czym on tak właściwie jest. Myślę, że każdy może go rozumieć inaczej. Dla mnie oznacza on posiadanie rzeczy, których faktycznie potrzebuję,a pozbycia się wszystkiego co powoduje bałagan w moim domu i w mojej głowie. Być może niektórym kojarzyć się może z surowym wnętrzem, białym i sterylnym. Można żyć minimalistyczne, a jednocześnie przytulnie – tu jedno drugiego nie wyklucza.
Nie chodzi o to, aby pozbywać się wszystkiego, ale zostawić te rzeczy, które mają dla nas na prawdę jakąś wartość i są niezbędne do tego, by codziennie funkcjonować. Ja generalne oczyszczanie przestrzeni wokół mnie zaczęłam już jakiś czas temu.
O ile porządkowanie szafy poszło mi nadzwyczaj łatwo o tyle z innymi pomieszczeniami i rzeczami miałam pewien problem. Postanowiłam przysiąść i spisać dokładnie co po kolei powinnam zrobić i od czego zacząć.

PicsArt_01-20-05.41.36

 

Zaczęłam od podziału pomieszczeń. Zdecydowałam czego i skąd powinnam się pozbyć. To z pewnością wprowadziło ład i porządek, ponieważ wiedziałam już od czego powinnam zacząć. Zwykle było tak, że robiłam wszystko i nic. Po prostu zaczynałam sprzątać chaotycznie i zamiast doprowadzić do porządku jedną strefę tak naprawdę zajmowałam się w tym samym czasie trzema innymi co z rezultacie nie prowadziło do całkowitego uporządkowania żadnej z nich.

Mając w domu dwoje dzieci tych przedmiotów jest naprawdę sporo. Tyczy się to między innymi zabawek jak i ubranek , z których dzieci już wyrosły oraz wszelkiego rodzaju kubeczków, miseczek itp. Ale i z tej sytuacji znalazłam rozwiązanie. Teraz po prostu informuję bliskich o tym czego faktycznie dzieci by potrzebowały, by rzeczy te nie zabierały jedynie miejsca, ale faktycznie służyły chłopcom. Za małe ubranka po prostu zostały spakowane i znalazły już nowych właścicieli.
Zanim pojawiły się w domu dzieci,byłam dosyć zorganizowaną i miałam uporządkowaną większość rzeczy. Teraz codziennością stało się potykanie o coraz to nowsze zabawki. Myślę, że posiadanie mniejszej ilości dóbr pozwoli mi zaoszczędzić trochę czasu co przy dwójce urwisów bywa zbawienne. Zauważyłam już pewne zmiany,ponieważ kiedyś szukając danego przedmiotu musiałam przeszukać pół mieszkania – teraz – zajmuje mi to zdecydowanie mniej czasu,bo po prostu tych rzeczy jest mniej i każda jest tam gdzie powinna.
Myślę, że minimalizm to pewnego rodzaju sposób na życie. Do perfekcji zdecydowanie sporo jeszcze mi brakuje, ale czuję, że moje życie stało się bardziej uporządkowane i takie jakby „lżejsze”. Nie każdemu może tako styl odpowiadać, aczkolwiek dla mnie zdecydowanie zmiany są na plus. Ciekawa jestem czy u Was również króluje takie minimalistyczne podejście czy jesteście jednak chomikami i lubicie otaczać się dużą ilością rzeczy ? 😉

M.

Bądź wdzięczna!

Znasz to uczucie bezradności i złości na siebie i na innych oraz jednocześnie niesłychanej miłości i wdzięczności za to co zostało Ci dane ? Ja tak. Kiedy po kilku godzinach pełnych emocji, nie masz już siły i straciłaś nadzieję, że wiesz jak mu pomóc, Twoje dziecko w końcu zasypia na rękach. Drugie w tym samym momencie budzi się, by powiedzieć Ci jak bardzo potrzebuje Cię tu i teraz w swoim łóżku. Idziesz więc do jego pokoju wraz z młodszym na rękach czując, że więcej już z tego dnia nie wyciśniesz. Resztkami sił starasz się sprostać wymaganiom obojga. I tak siedzisz na tym łóżku wpatrując się w te dwa cuda, których miałaś szczęście doświadczyć. W tym momencie ogarnia Cię fala bezgranicznej miłości, której żadne słowa nie są w stanie opisać oraz przeogromnej wdzięczności za to, że masz to szczęście w życiu…że masz ich. Za to, że w tym momencie jesteś dla nich całym światem. Kimś kogo najbardziej potrzebują i nikt nie jest w stanie Cię zastąpić. Piszę te słowa do Ciebie mamo. Mamo, która jesteś nieraz tak zmęczona, iż nie dostrzegasz tym drobnych wielkich rzeczy. W nadmiarze obowiązków dnia codziennego znajdź czas i zatrzymaj się na chwilę.
PicsArt_01-14-07.55.30-01
Pomyśl o tym jakie masz szczęście. Bądź wdzięczna za to co masz. Mimo tego, iż czasem bywa Ci bardzo ciężko i jesteś zmęczona i przytoczona, znajdź tę krótką chwilę na to by podziękować za to co zostało Ci dane. Za to, że możesz być w tym miejscu, w którym jesteś, że posiadasz coś o czym inni mogą tylko pomarzyć i być może nigdy czegoś podobnego nie doświadczą. Zobacz jak mało potrzeba, aby poczuć się szczęśliwą. Jesteś potrzebna. Jesteś silna. Jesteś pełna miłości. Jesteś mamą. I dla kogoś jesteś teraz całym światem. Nie zapominaj o tym.

Wasza M.